Historia kawy


Owoce pewnego krzewu odkryte zostały przez pasterza Kaldi. Historia kawy jest niezwykle ciekawa, ale według Daniela Ćwikły właściciela palarni Coffee and Sons najważniejsze jest to, że po wielu latach królowania szklanki, spodka i jedynego słusznego sposobu parzenia, kawa odzyskuje swoje dawne znaczenie.

Istnieje kilka legend i przekazów na temat historii kawy. Któraś jest ci szczególnie bliska.

Kawa sama w sobie jest mi bliska, ale poważnie, to podoba mi się przekaz o pasterzu Kaldi, który pasąc swoje stado owiec na wysokich równinach, zauważył, że niektóre z nich są bardzo pobudzone po zjedzeniu „owoców pewnego krzewu”. Zebrał wtedy trochę tych owoców i zaniósł do pobliskiego klasztoru, a tam uznano je za „diabelskie czary” i wrzucono do ognia. Palona kawa zaczęła wydzielać aromat, który zachwycił mnichów. Zachwycił ich do tego stopnia, że postanowili poeksperymentować. Wydobyli z ognia nadpalone ziarna i zrobili z tego napój. Oczywiście poznali dzięki temu, jakie kawa ma właściwości. Od tamtej pory uznali ją za dar od Boga, rozpoczęli zbiory, uczyli się jak suszyć i ją wypalać. No i teraz analogia, może zbyt daleko idąca, ale też kiedyś uczyłem się wypalać i też kiedyś zaczęła się moja historia z kawą. A tak szczerze mówiąc te wszystkie przekazy są barwne i ciekawe, ale dla mnie historia kawy to przede wszystkim, historia naszej palarni. Pierwszy, mały piec, pierwsza kupiona zielona kawa, garaż, eksperymentowanie, ciągłe uczenie się, kolejny piec i tak dalej.

Czyli kawa to dla Ciebie temat bardziej praktyczny i biznesowy?

Po części, ale przyznam, że swoje początki z kawą wspominam z ogromnym sentymentem, bo w moim przypadku, kawa stała się częścią historii mojej Rodziny, która zaangażowała się w pomysł młodego chłopaka twierdzącego, że z wypalania kawy można zrobić biznes. Mama pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, Tata pracował w ZUS-ie, nie wspominając o Dziadku, dla którego wypalanie kawy mogło być czymś zupełnie oderwanym od rzeczywistości. Mimo tego wspierali mnie od samego początku i dziś mogę powiedzieć, że tę palarnię stworzyłem wspólnie z Rodziną i dzięki bliskim, którzy uwierzyli w mój pomysł. To jest taka moja historia kawy. Choć całkiem ciekawe jest też, jak kawa ewoluowała w Polsce. Pomijając opowieści o pojawieniu się w Polsce kawy, wspomnę słynny cytat o trunku, który miał „… czarność węgla, przejrzystość bursztynu, zapach mokki i gęstość miodowego płynu…”

Jeśli chcesz być na bieżąco z wszystkimi naszymi nowościami i promocjami zapisz się na nasz newsletter.

Czyli kawa?

Oczywiście! To fragment z „Pana Tadeusza”. Znajduje się tam pełny opis mówiący o tym, że w „domu porządnym” zatrudniona jest „kawiarka”, czyli kobieta odpowiedzialna za przygotowywanie kawy i całą oprawę picia tego napoju. Idąc tym tropem, kawa od momentu pojawienia się zdobywała w Polsce uznanie, powstawały pierwsze kawiarnie zwane wówczas kafehauzami, aż w końcu kawa stała się w jakiś sposób cząstką naszej kultury i… nagle wszystko poszło w diabły. Druga połowa dwudziestego wieku wiele w kwestii kawy zniweczyła! Choć kawa zyskała wówczas nagle wyjątkową popularność, to drugiej strony była zupełnie niedostępna i występowała jako towar deficytowy. Nie wspominając już o sposobie jej parzenia, bo jakość podobno była całkiem dobra.

Szklanka, spodeczek lub aluminiowy uchwyt, a w szklance dwie łyżeczki kawy zalane wrzątkiem?

Właśnie! Nie krytykuję tej przysłowiowej szklanki, ale to panowało dosłownie wszędzie i tylko to było ogólnie znane oraz dostępne. W kawiarni, restauracji, biurze, czy w domu. Tu ciekawostkowa. Ówczesne normy państwowe zakładały używanie sześćdziesięciu gramów kawy na litr wody, czyli taki dzisiejszy standard do większości sposobów parzenia, ale normy te oczywiście były tylko na papierze. Pamiętam opowieść usłyszaną od znajomego lekarza. Wspominał lata siedemdziesiąte, kiedy był stażystą w szpitalu. Znajdowało się tam pomieszczenie z kilkoma kawiarnianymi stolikami, czyli można powiedzieć – kawiarnia. Tam właśnie wszyscy lekarze przychodzili na kawę, ale był w tym pewien haczyk. Kto chciał się napić, musiał przynieść sobie własną kawę z domu, a w „kawiarni” dostawali do tego tylko gorąca wodę. Ten lekarz śmieje się do tej pory, że kawa była wtedy poza jego zasięgiem finansowym, więc przychodził tam, by chłonąć atmosferę…

Ciekawe wspomnienia.

Mówię o tym dlatego, że kawa kojarzyła się wtedy z tą właśnie przysłowiową szklanką, nieodzownym spodkiem czy uchwytem i jedynym słusznym sposobem parzenia. Na szczęście kilkanaście ostatnich lat sprawiło, że kawa odzyskała swoje miejsce i znaczenie. Od nowa zaczęliśmy uczyć się tego, czym jest kawa, jej gatunków, rodzajów, jej smaków, aromatów i sposobów przyrządzania. Od kiedy zająłem się kawą, początkowo prowadząc kawiarnię a później palarnię, widziałem jak zmienia się rynek. Chociażby takie zwykłe espresso. Pamiętam jak ludzie dostawali w filiżance niewielkie espresso i dziwili się, za co tyle płacą. To podejście stopniowo się zmieniało. Powstawały nowe i ciekawe miejsca, gdzie można było napić się coraz lepszej kawy i spotkać coraz bardziej świadomych właścicieli i dobrze wyedukowanych baristów. I o to właśnie chodzi, bo w takim lokalu dobry barista coś nam zaproponuje, podpowie i czegoś nas nauczy oraz uświadomi czym może być kawa. Dzięki temu zaczynamy szukać smaków i coraz lepszych kaw. Stajemy się świadomi tego produktu i chcemy, o ile ją lubimy, nadal poznawać, odkrywać i czerpać radość z jej picia. Krótko mówiąc, z jednej strony coraz lepsi roasterzy i bariści, a z drugiej coraz bardziej świadomi i wymagający odbiorcy. To dla mnie jest właśnie historia kawy.

Czytaj także wpis na blogu: Kofeina – o co w tym chodzi?

 

Niektóre kawy z rodzinnej palarni Coffee & Sons

Poznaj lepiej rodzinną palarnię kawy Coffee and Sons:

Wróć na stronę główną Palarnia kawy

Sklep z kawą

Historia kawy na wikipedia.org